- Chciałbym przypomnieć, że w studio gościmy człowieka o wyjątkowym losie, mistrza sportowego w wyścigach, który dwukrotnie przeżył katastrofę lotniczą, jednak nie porzucił swojego ekstremalnego hobby…
- No, po co zmieniasz stację? – zapytał Jurko Stasię, która jedną ręką starała się zapleść warkocz, a drugą wciskała guziki. – Całe dzieciństwo marzyłem o tym, żeby zostać kierowcą rajdowym.
Stasia odwróciła się do okna i obiema rękoma zaplotła warkocz. Jurko, nie odrywając oczu od drogi, po omacku znalazł odpowiedni guzik, ale zamiast kierowcy rajdowego mówiła już jakaś egzaltowana babulka:
- Wiecie, za moich czasów były wyścigi na motocyklach po dworze. Tak, mój Wasyl siedział za kierownicą, ja siedziałam w przyczepce, bo takie były zasady i jechaliśmy po pustej drodze i rozpędzaliśmy się do prędkości światła. Pamiętam: wiatr we włosach, nic nie było widać, świst w uszach! Uważam, że lepsze są już wyścigi, niż młodzież wałęsająca się z butelką piwa w ręce…